Niestety ostatni raz w Prowansji byłem w 2004 i trochę od tego ostatniego wyjazdu czasu już upłynęło. Zdjęcia więc nie będą nowe (z przed epoki cyfrowej).

Można powiedzieć, że Prowansja to dla mnie magiczne miejsce i właściwie tam poznałem swoją żonę. Potem jeszcze wspólnie odwiedziliśmy tez zakątek 5 razy. I co mnie (nas) urzeka? Blisko jest i w góry i nad morze, piękny kolor nieba, niektóre miejsca jeszcze bez masowego turysty, no i oczywiście duża zmienność geologiczna. I od takiego obrazka zacznę.


Jest kilka miejsc, do których zawsze chętnie wracam:

Nr 1 to na pewno Grand Canyon du Verdon, gdzie nie dało się często przejechać więcej niż 500m samochodem by nie krzyknąć, jaki znów zapierający w piersiach widok. A i trasa tak usytuowana, ze plenery zmieniają się bardzo szybko.








Nr 2 to Mont Ventoux zwany olbrzymem Prowansji. W pobliżu szczytu krajobraz prawie dosłownie księżycowy, a jednocześnie piękny. Przy dobrej pogodzie jeszcze dodatkowo niesamowita wręcz widoczność sięgająca do 200 km na północ.



I co za tym idzie widoki tez są wtedy niesamowite. W pobliżu chyba największy obszar uprawy lawendy - Sault. Ale tam to najlepiej w czerwcu.



Nr 3 to Roussillion - cudowne miasteczko w kolorze ochry i obowiązkowo okoliczne wąwozy (klimatem i kolorystyką przypominają Wielki Kanion Kolorado oczywiście na małą skalę. W pobliżu jest piękne, ale chyba zbyt tłumnie odwiedzane Gordes oraz wielka naturalna studnia (350 m głębokości) czyli Fontainne de Vaucluse.





Nr 4 Taką zupełnie wiejską Prowansję poznałem w okolicach miejscowości Barjols i Cotigniac. Powietrze we wrześniu jest tam aż ciężkie od zapachów prowansalskich ziół. Znajdziesz tam także urocze knajpki i plantacje winogron z licznymi piwnicami i z degustacją. W tej okolicy jest także bardzo urokliwy wodospad Sillans la Cascade.





Nr 5 to czerwone wąwozy Daluis i Cians, a pomiędzy nimi miasteczko Entrevaux z pięknie położoną cytadelą.









Mogę tak dalej, ale najlepiej to mieć możliwość samemu to zobaczyć.